sobota, 27 września 2014

1 rozdział

*Oczami Diany
Już rodzice traktują mnie jak służącą, zawsze się zastanawiałam DLACZEGO?! Ale to co usłyszałam mnie już wstrząsnęło

-Nie możemy chować tego demona w domu
-Musimy oddać Dianę do rodziny zastępczej, ale gdzieś za granicą

Nie mogłam uwierzyć jak oni mogą!!! Zbiegłam szybko na dół 

-Jaki demon??? o co wam chodzi?!?!
-Jesteś czarownicą nie chcemy cię tu.
-Co będzie, jak ludzie się dowiedzą to już będzie po nas co jak spalą nam dom?!
-Nie mogę tego dalej słuchać!!!

*Dzień później...
Jestem już w domu dziecka, musiałam tu spędzić noc. Czekam z zapakowaną walizką na autobus, który miał mnie przewieźć na lotnisko. Nie wiem do jakiego kraju lecę, ani do jakiego miasta.
Mam cały czas to w głowie co powiedziała mi Ojczym ,,Jesteś czarownicą, nie chcemy cię tu!!!''
Czy to prawda? Czy czarownice istnieją? 
Moje myśli przerwał klakson autobusu.
Szybko wybiegłam z walizką i zajęłam moje miejsce w autobusie. Do warszawy mam 3 godziny drogi jest godzina 5.00 a samolot mam o 10.00 nie mam pojęcia gdzie jadę mam nadzieje, że się dowiem.

* 6 godzin później
Jestem już w samolocie, zauważyłam jakąś kobietę przechodzącą i ubraną tak jak do pracy, pomyślałam że to stewardessa. Chciałam wiedzieć gdzie lecę więc ją grzecznie zaczepiłam
- Przepraszam gdzie ten samolot leci?
- A ty się nazywasz?
- Diana Lshandt 
- Aha lecimy do Londynu, a na ciebie będzie czekać nowa rodzina z Holmest Chapel.-powiedziała się uśmiechając
-Dobrze, dziękuje za informacje- powiedziałam uśmiechając się jeszcze szerzej 
-Tutaj ktoś siedzi?- zapytała
-Nie-odpowiedziałam
- A mogę się tutaj przysiąść? 
- Pewnie

Kobieta zajeła na siedzenie obok mnie.
- A tak wgl. jestem Christine.
-Miło mi Diana
- Przecież znam twoje imię- zaśmiała się

Po kilku minutach milczenia zapytałam się.
A czy można tak normalnie siadać stewardessom koło pasażerów?- zapytałam nie pewnie
Nie jestem stewardessą, ja jestem opiekunką domu dziecka- wybuchła śmiechem
-Przepraszam, naprawdę nie wiedziałam- zaśmiałam się nerwowo
- Spokojnie, każdy mógł się pomylić- wytłumaczyła 
Przegadałyśmy cały lot z panią Christine.

Za 2 i pół godziny samolot lądował w Londynie.
Przeszłam kontrolę paszportową i pani Christine prowadziła cię do wyjścia, aż nagle kazała się zatrzymać.
-Diana widzisz tą Panią ubraną w sweter?- zapytała się
- Tak- odpowiedziałam
-To jest Nicola, twoja mama zastępcza, jest polką mówi po polsku ma 38 lat. Zaprowadzić cię do niej?-uśmiechnęła się
- Tak- tylko to mogłam z siebie wydusić, nie mogłam uwierzyć że ktoś mnie chcę pod swój dach.

Po chwili stałam przed Nicolą
- Hej jestem Nicola a ty- zapytała pogodnie się uśmiechając
-Diana- odpowiedziałam
- Jakie śliczne imię, mów do mnie mamo lub ciociu lub na zmianę- się zaśmiała
- Niech będzie ciociomamo- się zaśmiałam jak Christine i Nicola
- Dzwoń do mnie jak coś będzie nie tak - powiedziała Christine.
-Ok
Christine przytuliła mnie na pożegnanie, a Nicola chwyciła mnie za rękę prowadząc mnie do samochodu.
Wsiadłam do samochodu zapięłam pasy, Nicole spokojnie włączyła silnik i ruszyła w drogę.
- I jak tam lot?- zapytała
- A dobrze trochę się bałam że będą turbulencje i siedziałam cały czas zapięta- zaśmiałam się
Nie ma się czego bać- zaśmiała się Nicola
- Wiem teraz się aż tak nie boję 

I znów kolejne gadu-gadu przez parę godzin aż dojechałyśmy do domu od dzisiaj Nicole i Mój.
-Na razie nie wyjmuj walizki mam coś dla ciebie!- Krzyknęła z entuzjazmem Nicola
-Ja cię poprowadzę- powiedziała zawiązując mi oczy.

*Po 2 minutach
-Słyszałam, że lubisz motory.
-Nie lubię tylko uwielbiam- Zachichałam 

Nie mogłam uwierzyć co widzę to był motor. Rzuciłam się na Nicole
-Dziękuje!!!
- Nie ma za co a teraz chodź cie rozpakujemy- uśmiechnęła się do mnie Nicola 

Nicola zaprowadziła mnie do pokoju
- To jest mój pokój, ale tymczasowo twój bo jutro po szkole jedziemy wybierać meble.
- Dziękuje jeszcze raz, nie wiem jak ci to wynagrodzić- powiedziałam uśmiechnięta po same uszy 
- Nie trzeba uwierz, pomóc ci się rozpakowywać?-Zapytała troskliwie
Naprawdę nie trzeba- Odpowiedziałam

Po 3 godzinach ogarnęłam się po podróży i rozpakowałam.
-Diana idę zanieść ciasto dla pani Anne!- krzyknęła.
Ja zaniosę ciociu!- krzyknęłam schodząc na dół do Nicoli.

Ciocia dała mi ciasto otworzyła drzwi i pokazała, do którego domu mam zanieść ciasto. 

Za minutkę byłam już przy domu sąsiadki, ale ku mojemu zdziwieniu otworzył mi chłopak z bujnymi lokami. Jestem directionerką nie miałam pojęcia, że to jest możliwe, że będę mieszkać koło domu rodzinnego mojego idola.
-Hej- odpowiedział Harry
-Hej jestem Diana mam dla twojej mamy ciasto- powiedziałam na jednym oddechu
- Miło mi Harry, chcesz wejść do środka?- zapytał z uśmiechem
-OK- również się uśmiechnęłam.

Weszliśmy do środka i Harry zaprowadził mnie do swojego narożnego pokoju.
Fajny pokój- pochwaliłam Harrego
Dziękuje- odpowiedział z jeszcze szerszym uśmiechem

Usiedliśmy na jego łóżku.
Ile masz lat- zapytał 
-17 a ty- mimo tego bardzo dobrze widziałam to
-tak samo, a będziesz chodziła tutaj do szkoły 
-Tak
-Do jakiej?
-Nie wiem- odpowiedziałam zakłopotana
Jak to? - zapytał niepewnie 
-Bo dopiero jestem tutaj od dzisiaj, długa historia- znów czułam się zakłopotana
Nie masz się czym martwić nie bój się mnie- zaśmiał się
Tez się zaśmiałam. Rozmawialiśmy dość długo aż nastała cisza...
 -Mogę się o coś zapytać?- niepewnie skierował prośbę
-Tak pewnie- uśmiechnęłam się szeroko
-Wiesz kim jestem? zapytał zakłopotany
-Wiem, ale każdy jest równy- uśmiechnęłam się
On także to odzajemnił

Ktoś wszedł do domu
-Mama-krzyknął Harry
-Tak- odpowiedziała ze śmiechem Anne

Zeszliśmy na dół
-Dzień dobry! Jestem Diana moja ciocia Nicola kazała przynieść dla pani ciasto.-uśmiechnęłam się do mamy Harrego 
-Dziękuje ci, poznałaś się już z Harrym?
-Tak- oboje razem powiedzieliśmy 
A co robisz w domu Nicoli?- zapytała grzecznie pani Anne
- Ciocia Nicola jest moją mamą zastępczą
- A od kiedy tu jesteś?- znów zapytała
-Od dzisiaj- odpowiedziałam śmiejąc się 
-Naprawdę?!- Zapytała ze zdziwieniem śmiejąc się.
-Tak naprawdę przyrzekam- zaśmiałam się

Zerknęłam na mój telefon dostałam sms od Nicoli:
Nie romansuj tylko wracaj na kolację :b

-Przepraszam ciocia już mnie woła na kolację do widzenia!
- Odprowadzić cię?- zapytał Harry
-Ok- uśmiechnęłam się do Harrego.
-Zaraz wrócę mamo- powiedział do swojej rodzicielki
-Dobrze, dobrze nie bądź taki grzeczny synuś- powiedziała żartobliwie Anne
- Do widzenia!- pożegnałam się z mamą Harr'ego
- Do widzenia Diana!- również Anne się pożegnała

Harry mnie przepuścił przez drzwi pierwszą i je zamknął.

Zauważyłam, że Styles ma na sobie kapcie w kotki.
- Tylko Harry Styles odprowadza kogoś w kapciach- zażartowałam z niego.
oboje wybuchnęliśmy śmiechem 
Odprowadził mnie do samych drzwi
Chcesz mój numer?- zapytał uśmiechnięty
-OK- odpowiedziałam wyjmując telefon.
Mój to .........
Dzięki daj telefon to ci wpiszę mój- uśmiechnął się szeroko.
Po chwili oddał mi już telefon i podpisał się jako Hazza.
- Pa!- Przytulił mnie na pożegnanie
-Pa- Też się przytuliłam

Kiedy chłopak był już przy domu pomachał mi i ja mu. Już weszłam do mojego nowego domu...


Minuta autorki
Następny rozdział będzie dziś wieczorem lub jutro, jeśli ci się spodobało weź udział w ankiecie napociłam się nad tym 4 godziny. Chcę podziękować wam siostry za to, że mnie zmotywowałyście, żebym ruszyła dupę i stworzyła bloga z fanfiction DZIĘKI!!!! 



A teraz czas na suchar XDD


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz